Onkomiłość – odpowiedzi na pytania cz.2

Pytania pochodzą z maila, opisującego prawdziwą historę miłosną ze smutnym i niejasnym zakończeniem. Można ją przeczytać tu: „Onkomiłość w czasach zarazy.”

W poprzednim artykule odpowiedziałam też na cześć pytań zadanych przez autorkę maila i bohaterkę historii: Onkomiłość – odpowiedzi na pytania cz.1

Dziś chciałabym odpowiedzieć na dalsze pytania.

Czy z uwagi na koronawirusa wciąż może przebywać w szpitalu mimo, że nie bierze już chemii?
Oczywiście nie można wykluczyć, że On nadal przebywa w szpitalu. Jednak jeśli przebywa, to mało prawdpopodobne, że z powodu koronawirusa (Chyba, że sam zachorował i ma dość ciężki przebieg choroby). Z uwagi na pandemię – zatem duże zapotrzebowanie na środki ochrony osobistej oraz duże ryzyko zakażenia zarówno lekarzy jak i pacjentów, to raczej odwołuje się wszystkie operacje, zabiegi i terpie, które nie są absolutnie konieczne i skraca się czas pobytu w szpitalu do minimum.

Czy to było pożegnanie i już nigdy więcej się nie odezwie?
Niestety nie znam odpowiedzi na to pytanie. Bardzo mi przykro z powodu takiego zakączenia tej relacji. Gdy coś nie jest jasne, zrozumiałe i domknięte bardzo trudno to pożegnać. Po rozpadzie ważnego związku jest żałoba prawie taka, jak po śmierci kogoś bliskiego. W pewnym sensie żałoba po związku, który skończył się nagle, niespodziewanie i niezrozumiale, jest tak ciężka, jak żałoba jak po śmierci osoby, gdy nie możemy odnaleźć ciała. Ta niewiadoma potrafi zadręczać i doprowadzać do szaleństwa, bo umysł dąży do domknięcia. Dlatego tak nie lubimy gdy nam się coś przerwie, filmy z niejasnym zakończeniem pamiętamy bardziej niż te z happy endem, a seriale przerywa się w środku sceny, bo musimy wrócić, by skończyć wątek. Dlatego tak ważne jest też by pójść na pogrzeb zmarłej osoby lub jakoś symbolicznie w wymyślonym rytuale pożegnać partnera, z którym sie rozstajemy. Bardzo Was zatem proszę – jeśli kończycie relacje, domykajcie je jasno i jednoznacznie. Może w danym momencie boli bardziej, ale rana szybciej może się zagoić.

Czy to nasze poznanie się miało w ogóle jakiś sens? A może nic dobrego z tego związku by nie wyszło i lepiej, że stało się jak się stało?
Myślę, że trudno o biektywny sens czegokolwiek. Rzeczy czy wydarzenia mają głównie taki sens, jaki im nadamy. Czy czujesz, że dało Ci to coś? Czy tylko coś straciłaś? Czegoś nauczyło Cię to doświadczenie? Lepiej doświadczać, kochać i potem cierpieć, czy nie doświadczać, nie kochać i nie odczuwać bólu straty? Podzielenie się to historią, też w pewien sposób może nadać jej dodatkowy sens. Dzięki Twojemu doświadczeniu może ktoś odkrył, że nie jest sam w podobnie trudnej sytacji. Mogłam też odpowiedzieć jak umiałam na pytania (trochę może bardziej prywatnie niż zawodowo, bo w kontakcie z klientem bardziej podąża się za klientem, a nie tak jak tu wykłada monologowo swoje zdanie. :P) ale może w tych odpowiedziach, ktoś odnajdzie treści także odpowiednie dla siebie? Często osoby, które przeszły trudne doświadczenie odnajdują sens i ukojenie pomagając innym przejść przez podobne trudne doświadczenie.
Czy wyszłoby coś z tego dobrego? Nie wiem i nigdy nie wiemy, która droga jest lepsza, póki czegoś nie przeżyjemy, a i tak wtedy nie mamy pewności, czy inne opcje nie byłyby lepsze. Czy lepiej stało się jak się stało? Też nie wiem i chyba nikt nie wie. Jednak skoro coś jest i nie mamy na to wpływu, to może nie warto zadręczać się myślą, „co by było gdyby”, tylko skupić się na tym, co możemy zrobić z tym co mamy. A masz kilka opcji:
Może jeszcze napiszesz do Niego i zawalczysz. Może uda się dowiedzieć co się stało. Może nic się nie uda dowiedzieć i będzie większy ból. A może świadomość, że „przynajmniej zrobiłam totalnie wszystko co mogłam” przyniesie Ci ulgę. A może nic więcej już nie zrobisz – zachowasz wspomnienia, zamkniesz temat i będziesz żyła dalej. A może zaczniesz żyć dalej wymazując z pamięci to co się stało. Nie wiem. Zawsze masz wybor co zrobisz, ale nie masz gwarancji sukcesu działań. Często nie mamy wpływu na finał wydarzeń, mamy za to wpływ na styl w jakim robimy to co robimy. Uważam, że ważne, by postępować zgodnie ze sobą, niezależnie od tego czy cel zostanie usiągniety czy też nie.

W kolejnym wpisie napiszę o tym, jak kochają mężczyźni chorzy na nowotwór.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s