Szkoła uczuć. Szkoła spełniania marzeń.

Ostatnio polecałam Wam sporo rzeczy do czytania. Jednak nie zawsze mamy czas czy wystarczające zasoby uwagi, by skupić się na książce, czy tym bardziej poradniku. Postanowiłam zatem polecać też coś do oglądania – na jeszcze deszczowe popołudnia, zimne wieczory, czy po prostu nieco leniwsze dni. Albo jak się „zaniemoże”, tak jak ja teraz. :/

Do tej pory wspomniałam tylko o kilku filmach, które moim zdaniem są warte uwagi:
„Chemia”
„Przebudzenie”
„Heal. Samoleczenie”

W przygotowaniu mam już wiele wpisów o kolejnych filmach, bo leżę w łóżku, zbieram siły i dużo oglądam.

Dziś napiszę o filmie skierowanym raczej dla nastolatków, ale jest to też klasyka gatunku „z nowotworem w tle” (jest taki gatunek? :P), a mianowicie o „Szkole uczuć”. To taki – moim zdaniem – mocno przesłodzony film. Mówi się, że to „wyciskacz łez”. Myślałam, że na takiej landrynkowej fabule (białaczka przedstawiona w sposób przesadnie poetycki, nie mówiąc już o cudownym nawróceniu nastoletniego bohatera) nie będę płakać, ale jednak była jedna scena – pojednania ojca z synem, na której poleciały mi łzy. No cóż, ewidentnie jestem sentymentalna.

Dlaczego jednak polecam ten film i na co warto zwrócić uwagę? Co zauważam u wielu osób, a czego nie zrobili bohaterowie (i chwała im za to)? To odwlekanie realizacji marzeń.
Często pytam o marzenia i przeważnie słyszę: „Tak mam marzenia, ale teraz to nierealne, bo choroba i ….” albo „No tak zabiorę się za to, jak tylko… „, „Ech miałam marzenia, ale teraz to już za późno…” A moim zdaniem wcale tak nie musi być. Marzenia warto, a nawet trzeba realizować tu i teraz, bo to co mamy to tylko dzień dzisiejszy. Przyszłość jest niepewna i to bez znaczenia czy mamy „wyrok” na papierze czy jest on nam nieznany. No bo kto nie słyszał o przypadkach, że lekarz czy opiekun chorego zmarł przed chorym lub komuś dawano kilka miesięcy, a żył 20 lat lub ktoś miał wyzdrowieć, a umarł? Jesteśmy istotami ulotnymi i kruchymi, a nasze życie może się diametralnie zmienić lub skończyć w każdej sekundzie i warto o tym pamiętać. Zresztą, marzenia wcale nie muszą być wielkie, mogą to być nawet miłe życzenia. To może być wycieczka za miasto czy kawałek tortu z ulubionej cukierni, piknik w parku, albo wysłuchanie koncertu ulubionego zespołu/kompozytora. Trzeba tylko podjąć odrobinę wysiłku, by uczynić życie bardziej spełnionym.
Bardzo Was zatem proszę, spełniajcie swoje marzenia/pragnienia i marzenia/życzenia Waszych bliskich, jeśli oni sami nie wierzą w ich realizację. Bądźcie dla siebie i innych Dobrymi Aniołami, Życzliwymi Duchami i Miłymi Skrzatami. 🙂

No to zapraszam na film. Można go bezpłatnie obejrzeć tu:

„Szkoła uczuć” (2002)

I jak? Podobał Wam się film? Zauważyliście jeszcze jakiś przekaz, który mi umknął? Może coś przegapiłam, bo osobiście wolę inny film z gatunku „z nowotworem w tle”. Niby też dla młodzieży i trochę cukierkowy, ale moim zdaniem bardziej prawdziwy i wzruszający. Napiszę o nim już niedługo.

Jak zwykle czekam też na Wasze komentarze, to moje małe życzenie 😛 Czekam na komentujące (nie tylko pod tym wpisem) Skrzaty, Duchy i Anioły 🙂

Komentarze

2 comments on “Szkoła uczuć. Szkoła spełniania marzeń.”
  1. Uwielbiam film tytułowy, jeszcze z czasów liceum. Tak mi się kojarzy. Bardzo kształcący.

    Polubienie

  2. Obejrzałam ten film po raz pierwszy mając 17 lat, od tamtej pory co jakiś czas do niego wracam i z każdym oglądnięciem przeżywam go na nowo, ale zupełnie inaczej 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s