Nadchodzą zmiany. Wasze sprawy na pierwszym miejscu.

Wczoraj byłam na wyjątkowo inspirującym szkoleniu. (Napiszę o tym wkrótce, bo jest o czym pisać.) Było to jednak trudne doświaczenie, bo wiedza tam zdobyta pokazała mi, jak wiele rzeczy robię źle i jak wiele mam jeszcze do zrobienia. No nic. Teraz parę kroków w tył i zmienię kierunek. Mam nadzieję, że na lepszy.

Na szkoleniu dużo rozmawialiśmy o marce osobistej i o tym, że coś ma wartość nie obiektywnie, ale na zasadzie subiektywnej opinii odbiorców i że najlepiej przyjmowane są rzeczy zgodne z oczekiwaniami i w pewien sposób typowe. Niby oczywiste, a jednak dla mnie to było olśnienie. Zmusiło mnie to do refleksji: jak pogodzić bycie sobą z byciem „typowym psychologiem” – kimś kto wzbudza zaufanie i z kim chce się pracować?Mamy pewne modele lekarzy, prawników, nauczycieli, artystów, policjantów no i także psychologów. Tylko, że ja właściwie nie wiem jaki powinien być „typowy psycholog” z punktu widzenia klienta/pacjenta. Domyślam się jednak, że moje typowe cechy – trampki, nieco rozczochrana fyzura i raczej luźny styl bycia nie jest tym czymś, co czyni mnie „typowym psychologiem”. Czy też psychologiem godnym zaufania.

Zatem pierwsza prośba do Was. Puście proszę taki strumień świadomości. Niech popłyną przez Was myśli, bez ocen i prób znalezienia „prawidłowych odpowiedzi”, bo takich nie ma. Jak miałby wyglądać i zachowywać się psycholog, do którego chcielibyście pójść? No i oczywiście nasuwają się kolejne pytania. Czy chodzicie do psychologów? Dlaczego tak? Dlaczego nie? Jak wyglądał i zachowywał się psycholog, którego polecacie? Co Wam się podobało, a co nie podczas Waszej wizyty u psychologa? Albo jeśli nigdy nie byliście, to w jakiej sytuacji skorzystalibyście z wizyty u terapeuty? Bardzo proszę Was o komentarze i podpowiedzi.

To otwiera też kolejny temat – konieczne zmiany na blogu.
Gdy myślę o tym co piszę (pomijając wygląd bloga i milion błędów, które robię) to treści wydają mi się całkiem ciekawe. I tu uwaga! Myśląc „ciekawe treści” mam na myśli dodatkowo ok 30 postów, które zaczęłam pisać i do których coś co jakiś czas dopisuję, zmieniam i poprawiam, a które się jeszcze nie ukazały, bo nie są skończone i nie wiadomo kiedy będą! A dla mnie one istnieją i w mojej wyobraźni Wy je widzicie i czytacie! Jak mogłam się złapapać w tak oczywisty błąd myślenia? Nie wiem.
Kolejna kwestia. Piszę sobie blog… no fajnie, bo mam coś w głowie, wylewam to, dzielę się z Wami i mi lepiej. Jasne, ciekawiej by było gdyby blog żył i toczyły się dyskusje, ale i tak czuję pewną ulgę, że to co we mnie siedzi wyrzucam i dzielę się z Wami. (Znów wyobraźnia, bo wiekszość moim zdaniem ciekawych wpisów jest jeszcze nieopublikowana, więc większością się jeszcze tym nie dzielę. :P) Ale tak właściwie… Kogo obchodzi co ja sobie myślę???? Zdałam sobie sprawę, z tego jak bardzo się mylę w swoim sposobie myślenia, gdy opublikowałam artykuł z filmami, które dla mnie były niesamowicie ważne i odkrywcze i byłam przekonana, że absolutnie każdy kto ma cokolwiek wspólnego z nowotworami powienien te filmy obejrzeć. I co się stało? Prawie nikt ich nie obejrzał (widziałam to w statystykach). Wtedy mnie olśniło, że jednak mam bardzo nietypowe zainteresowania. I nikt niczego nie powienien. 😛 Oczywiście zdawałam sobie z tego sprawę na poziomie umysłu, ale jednak gdzieś w środku miałam nierealne oczekiwania.
Piszę sobie artykuły i może czasem coś komuś się spodoba, coś kogoś zainspiruje, ale bądzmy szczerzy – to powinna być przestrzeń głównie dla Was. Należy zatem coś z tym zrobić. Wymyśliłam, że teraz co miesiąc będę pytała Was o Wasze sprawy. (W miedzyczasie, kilka razy w miesiącu będą ukazywały się wpisy z odpowiedziami na Wasze pytania czy nawiązujące do poruszonego przez Was zagadnienia.) Będę Was prosiła byście napisali czy macie jakieś pytania? Jakiś problem, który mogłabym Wam lub komuś z Waszych znajomych pomóc rozwiązać? Po to przecież jest ten blog i formularz kontaktowy. Fakt, czasem ktoś do mnie pisze maila i wtedy mu odpisuję, starając się pomóc jak najlepiej potrafię, ale chciałabym móc to opisywać tu – we wpisać (tak to zredaguje, że wszystko będzie anonimowe i ogólne.) Myślę, że to ważne, bo może ktoś będzie miał podobny problem i tu znajdzie odpowiedz lub choćby inspiracje? Oczywiście moje wypowiedzi czy porady to zupełnie coś innego niż relacja jaką ma psycholog z klientem i w dodatku to będzie tylko moje subiektywne zdanie (dokładniej psychologia i psychoonkologia przefiltrowana przez moje osobiste filtry), a nie uniwersalna psychologiczna prawda (o ile taka istnieje), ale i tak może komuś się to przyda?

Co o tym myślicie?

Popracuję też nad błędami i wyglądem bloga oraz nad tym by treści nie tkwiły w nieskończoność jako „szkice|, tylko się pojawiały widoczne i to regularnie. Marzę też o dyskusjach i Waszych inspiracjach. Mam nadzieję, że dzięki Wam i mojej intensywniejszej i staranniejszej pracy, blog wkroczy na dużo wyższy poziom i pod koniec roku będzie z czego być dumnym. 🙂

Czekam zatem na Wasze komentarze. 🙂 Na razie o tym co sądzicie o psychologach i dlaczego to sądzicie 🙂

Komentarze

One comment on “Nadchodzą zmiany. Wasze sprawy na pierwszym miejscu.”
  1. joko pisze:

    Ważne pytania. Sama ostatnio zastanawiałam się dlaczego z jednym psychologiem pracowało mi się wyśmienicie, z drugim (na temat dziecka) również (mimo kompletnie odmiennych charakterów tych osób) a z trzecim to nie była udana współpraca. Częściowo pewnie chodzi o „kaliber” spraw, z którymi się udawałam, ale to co przeważyło.. i tak wiem, to bardzo niesprawiedliwe i egoistyczne, ale niestety prawdziwe. Idąc do psychologa to pierwszy moment kiedy to JA jestem na pierwszym miejscu, moje opinie, problemy, osobowość. Niestety traktuje psychologa instrumentalnie, nie jak spotkaną towarzysko osobę. Z założenia mój świat jest przez tę godzinę najważniejszy. Psycholog dobrze spełnia swoje zadanie w moim przypadku jeśli daje mi poczucie bezpieczeństwa: brak oceny, (nie było nic gorszego niż usłyszeć że ta godzina jest dla pani prowadzącej terapię interesująca, wiele dla niej ten kontakt wnosi itd.. bo jak zwrócić się z potencjalnie banalnym problemem, lub ocena – ale ja tez mam dzieci jak to możliwe że to jest tak wyczerpujące… przecież… ), poczucie że człowiek, który siedzi na przeciwko nie eksperymentuje na mnie jak na żywym organizmie, i że mimo założenia procesu poznawania i przebiegu terapii WIE (nie daje mi wrażenia błądzenia po omacku probując poukładać sobie chaos własny, i wrażenie fragmentaryczności wiedzy) Nie chodzi mi o to że może się mylić w diagnozie albo podejściu, że ma nie błądzić, i nie porządkować sobie chaosu… ale o wrażenie które wpływa na komfort i jakość terapii. Chyba to przeważyło o tym że spotkanie z psychologiem nr 3 nie było w moim odczuciu pomocne.
    Psycholog z tęczowymi włosami, kolczykami, tatuażami, trampkami, dlaczego nie…:) Najbardziej istotna jest rozmowa, podsuwanie filmów? Świetnie!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s