Jak wykorzystać warunkowanie klasyczne i sprzężenie zwrotne by poczuć się lepiej i zdrowieć skuteczniej?

Pamiętam gdy na studiach usłyszałam o eksperymencie, który wtedy zrobił na mnie ogromne wrażenie. Szczurom czy myszom podawano środek zwiększający ilość białych ciałek krwi. Środek podawano w słodkim płynie. Szczury z grupy kontrolnej piły tylko słodki płyn bez leku. Potem pobierano szczurom krew i faktycznie zwierzęta z grupy eksperymentalnej miały więcej limfocytów niż szczurza grupa kontrolna i radziły sobie lepiej z infekcją, którą zakażano je i grupę kontrolną szczurów. (Chciałabym tu pominąć kwestię etyki eksperymentów na zwierzętach. Temat jest mocno kontrowersyjny, ale świat medyczny niestety na tym stoi i nie czuję się w mocy by to krytykować, choć oczywiście przykro mi o tym myśleć, bo nie mam pomysłu jak można to rozwiązać lepiej.) I tak robiono jakiś czas, regularnie by wprowadzić warunki warunkowania klasycznego. Bo właśnie to chciano zbadać. Po jakimś czasie obu grupom szczurów podawano już tylko słodki płyn bez leków i okazało się, że szczury, które wcześniej piły ów płyn z lekiem mimo, że obecnie leku nie dostawały nadal reagowały podwyższonym poziomem białych krwinek i lepiej radziły sobie z infekcjami niż szczury z grupy kontrolnej. Ich organizm nauczył się reagować na słodki płyn jakby to był lek.

O tym badaniu usłyszałam kilka lat temu i nie potrafię go obecnie znaleźć w internecie, by przytoczyć je dokładniej. (Może Wy o tym słyszeliście albo wiecie jak je odnaleźć?) W każdym razie już wtedy pomyślałam, aby sprawdzić czy podobnie działa to na ludzi. Nie myślałam o dokładnym przełożeniu eksperymentu na świat ludzi, ale zastanawiałam się czy jeśli podczas wlewów chemii słuchano by zawsze tej samej płyty z muzyka to potem gdy tej płyty z muzyką byśmy słuchali to czy organizm walczyłby z nowotworem podobnie jak podczas podawania prawdziwej chemii? Jestem prawie pewna, że odczucia jakie towarzyszą chemii, mogłyby powrócić jedynie od słuchania muzyki, która by nam się z chemią kojarzyła, ale czy miało by to też dobroczynny wpływ na organizm? Na pewno naturalnie zachodzi jakiś rodzaj warunkowania na tak silny bodziec jakim jest podawanie chemii. Słyszałam o osobach, które nawet wiele lat po zakończeniu leczenia przejeżdżając koło szpitala, w którym były podawane im wlewy, dostawały nagłych mdłości, a nawet wymiotowały. (Kiedyś nie było tak dobrych środków przeciwwymiotnych, poza tym każdy inaczej reaguje, ale obecnie mdłości nie są już takim problemem jak kiedyś.)
Wczoraj, jak mi się ten eksperyment nagle przypomniał, naszła mnie też refleksja na temat słabości mojego założenia. Przecież w pierwotnym eksperymencie na szczurach podawano środek pobudzający naturalną moc organizmu, a chemia to zewnętrzna substancja chemiczna i to ona zabija komórki nowotworowe. Zatem bardziej zbliżone warunki to np słuchanie zawsze tej samej muzyki podczas brania leków czy kroplówek jeśli mamy immunoterapię nowotworów. Z drugiej jednak strony mamy medycznie udokumentowane przypadki, że placebo wyleczyło kogoś z raka? Jak cukrowa tabletka czy kroplówka lub zastrzyki z soli fizjologicznej, albo udawane operacje mogły realnie pokonać raka? Jedyne wytłumaczenie jakie przychodzi mi do głowy, to takie, że impuls elektryczny z centralnego układu nerwowego może zastąpić prawdziwy lek czyli chemiczną substancje. Wszystko przecież tak naprawdę odbywa się na poziomie komórek i receptorów w błonach komórkowych i przez to zmian w kolejnych reakcjach chemicznych, zmian całych szlaków metabolicznych czy podziałów komórkowych. Wszystko zaczyna się od właśnie jakiegoś bodźca elektrycznego czy chemicznego. To oczywiście ciągle mało znany obszar, albo ja go mało znam i nie twierdzę absolutnie, że samo pozytywne myślenie czy warunkowanie klasyczne może nas całkowicie wyleczyć, ale uważam, że może nam pomóc i warto się tym wspierać. Uważałabym też z negatywnym myśleniem, nie twierdzę, że ma magiczną moc i uruchomi prawo przyciągania ale tak jak istnieje efekt placebo tak istnieje efekt nocebo, który jak wskazują badania działa nawet silniej niż placebo.

Może Wy macie jakieś doświadczenie w tym tym temacie? Albo słyszeliście o jakimś eksperymencie, który rzuciłby dodatkowe światło na to co napisałam?

Pomyślałam, że niczym nie ryzykujemy sami przeprowadzając takie doświadczenie, Może nie koniecznie z podawaniem chemii, ale np jeśli dostajecie regularnie i systematycznie (chodzi o warunki by mogło zajść warunkowanie, czyli by organizm mógł skojarzyć bodźce i wyuczyć się reakcji na nie) jakiś lek czy macie jakaś procedurę, która poprawia wam samopoczucie i stan zdrowia (przetaczanie krwi, podawanie osocza) czy bierzecie jakieś suplementy wspierające funkcjonowanie waszego organizmu, albo robicie coś co wam poprawia humor, może warto połączyć to jeszcze z dodatkowym bodźcem jak wybrana muzyka czy wybrany wiersz a potem można odsłuchać samego utworu lub przeczytać wiersz i zobaczyć czy poczujemy się lepiej choćby na poziomie fizycznym i emocjonalnym. (Może być trudno sprawdzić czy zachodzi jakaś zamiana wewnątrz organizmu.)

Na pewno można poprawić sobie nastrój i samopoczucie wykorzystując zjawisko sprzężenia zwrotnego, np. uśmiechając się nawet sztucznie lub odpowiednio trzymając ołówek w ustach. Napinają się wtedy te same mięśnie co w prawdziwym uśmiechu i mózg interpretuje to jako prawdziwy uśmiech, a więc uznaje, że powód do uśmiechu też musi być prawdziwy. Realnie poprawia nam się wtedy samopoczucie.

Istnieją też specjalne pozycje ciała, które jeśli wykonamy przez co najmniej dwie minuty wpłyną na nasze samopoczucie i poziom odczuwanej energii a nawet na wytwarzanie większej ilości hormonów – testosteronu. Warto też włączyć monitoring i poobserwować w jakich pozycjach na co dzień częściej naturalnie przebywamy. Może warto nad tym tym popracować?


Co o tym myślicie? Czekam na Wasze komentarze 🙂

Komentarze

2 comments on “Jak wykorzystać warunkowanie klasyczne i sprzężenie zwrotne by poczuć się lepiej i zdrowieć skuteczniej?”
  1. Pszepjurka pisze:

    Myślę ze moce ludzkiego organizmu są wciąż nie do końca poznane i niedoceniane. Efekt placebo został wielokrotnie opisany jako mający wpływ nie tylko na subiektywne, niemierzalne parametry takie jak samopoczucie czy poziom energii, ale też na bardzo konkretne parametry typu poziom neuroprzekaźnika w mózgu. Członkowie plemion pierwotnych np na Syberii zdrowieli czasem od zabiegów szamańskich typu oplucie czy omiecenie kurą 😉 Oczywiście nie namawiam do negowania osiągnięć medycyny – warto natomiast dodać do leczenia nieco własnej magii, rytuałów, odwołań do dowolnej siły wyższej jeśli się w takową wierzy 🙂 A motyw sztucznego uśmiechu interpretowanego przez mózg jako prawdziwy to ciekawe narzędzie do poprawy sobie wzajemnie humoru – co nam szkodzi uśmiechąć się czasem do siebie nawzajem? Jak widać nawet nie trzeba szczerze ;]

    Polubienie

    1. Jak to mówią „wiara czyni cuda” więc w to wierzmy nie rezygnując jednocześnie z medyny, która jak pokazuje historia opiera się na eksperymentach casem nieudanych. Być może kiedyś lecznie chemioterapią wyśmieją jak my teraz wyśmiewamy lewatywy i uposzczanie krwi. Na razie nie mamy nic lepszego. No dobrze, ukłon w kierunku zwolenników teorii spiskowych – może mamy, ale i tak nie jest to coś rozpowszechnionego. Więc po prostu róbmy co możemy, starając się zachować zdrowy rozsądek.

      Polubienie

Odpowiedz na Maria Tarczyńska Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s