Magda, Miłość i Rak i dużo więcej…

Muszę od razu przyznać, że postać Magdy Prokopowicz wywołuje u mnie nieco sprzeczne uczucia. Nigdy jej nie poznałam, a jednak jakby trochę się jej boję… Stworzyła wspaniałą, prężnie działającą do dziś fundację Rak’n’Roll. Przełamała tabu ciąży i porodu podczas leczenia raka i zrobiła mnóstwo dobrego, a jednak jest w niej jakaś groźna tajemnica czy może artystyczna moc. Przynajmniej dla mnie.


Najpierw przeczytałam książkę „Magda, miłość i rak.” Na jej podstawie pisałam pracę o tym jak zmienia się funkcjonowanie rodziny podczas przebiegu choroby. (Jeśli Was to interesuje dajcie znać, to wkleję gdzieś to na bloga). Książkę polecam, czytałam wypożyczona ale zakupiłam i mam w biblioteczce. Pisana jest na podstawie bloga więc jest osobista i szczegółowa, choć nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wiele było jeszcze pod spodem… Choćby perspektywa Bartka, jest mocno inna niż perspektywa Magdy, ale wiadomo pisanie bloga, to też kreowanie i nie o wszystkim można czy chce się pisać.

Potem obejrzałam dokument „Magda, miłość i rak” (do obejrzenia: klik, klik). Tu nawet jakoś bardziej siła Magdy do mnie dotarła… Film dodatkowo kończy się w połowie całej historii i taki koniec mógłby pozostać…
Czego nauczyła mnie książka i film? Tego, jak ważna jest informacja i dobre prowadzenie przez lekarzy. Tego, że jeśli medycyna niekonwencjonalna, to jako wsparcie organizmu, a nie zamiast leczenia. Tego, że siła charakteru, walka i determinacja to nawet więcej niż połowa sukcesu… Tego, że można przekuć swoją osobistą walkę na coś większego i stworzyć coś wspaniałego, co zostanie dłużej niż my. (To akurat częsta postawa. Jakże ważne jest odnalezienie sensu, w całym tym chorobowym bezsensie…)

Zrozumiałam też jak trudne jest chorowanie w kontekście całej rodziny. Jak wszystko się zmienia, jak my się zmieniamy, jak zmieniają się role jakie mamy. Piękna kobieta, ktoś kto odnosi sukcesy zawodowe, dziecko chorych na nowotwór rodziców, samotna nastolatka, matka, pacjentka, kobieta,  żona, kochanka, podopieczna, prezes fundacji, blogerka, bohaterka filmu, przerażona ciężarna bez piersi, pacjentka paliatywna… Jak ważna w tym wszystkim jest komunikacja i przerobienie swoich traum we właściwym czasie. Jak ważna jest miłość, bliscy i sens tego co robimy. Dostałam też odpowiedz na pytanie co jest sensem życia: senem życia jest po prostu tu i teraz…

Film fabularny „Chemia” (do obejrzenia: klik, klik) obejrzałam kilka miesięcy później i bardzo mi się podobał, choć najpierw nie zrozumiałam konwencji, bo oczekiwałam czegoś zupełnie innego. To nie był „kolejny film o raku”. Było w nim coś takiego, co zostało ze mną na dłużej i sprawiło, że chętnie obejrzę go jeszcze raz, tym razem z Tomkiem i Wam też polecam.

Czekam na Wasze komentarze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s